65. Powódź. Fałszywa pomoc.

Katastrofa pod Katyniem 10. 04. 2010 r. oraz tegoroczna majowa i czerwcowa powódź udowodniły, że nasze państwo jest w stanie rozkładu. Dlaczego tak uważam? O tragedii, która została nazwana Katyń dwa tu nie będę o tym pisał. Już na ten temat nieco napisałem, więc powtarzać tu tego nie będę. Tutaj chciałbym zająć się powodzią, ale tylko niektórymi jej aspektami.

Skąd taki tytuł? Tytuł taki nasunęły mi się po tym jak dowiedziałem się, że nie cała kwota za pomocowe sms-y idzie dla powodzian. Jak powszechnie wiadomo usługi telefoniczne, te „gadane” i te „pisane” (sms-y) są obciążone podatkiem VAT w wysokości 22%. Jak podano do publicznej wiadomości firmy telefoniczne, które umożliwiają wysyłanie sms-ów, zrezygnowały z zysków i całą kwotę przekazywały dla powodzian. Takim dobrym wujkiem rząd Ob. Donalda Tuska już się nie okazał. Właściwy minister od publicznych pieniędzy, Ob. Jan Vincet – Rostowski oświadczył, że podatek od sms-ów na rzecz powodzian będzie przekazany na rzecz powodzian. Można to sobie przeczytać na stronie Ministerstwa Finansów pod datą 26. 05. 2010 r. Tytuł aktualności: VAT od smsów charytatywnych na rzecz powodzian trafi na cele związane z usuwaniem skutków powodzi. W treści tego komunikatu możemy wyczytać, że: Minister Finansów przekaże środki w wysokości odpowiadającej pobranemu podatkowi VAT na cele związane z usuwaniem lub łagodzeniem skutków powodzi, które będą ustalone w porozumieniu z organizacjami charytatywnymi. Oto co znaczy siła władzy. Po cóż ta cała biurokratyczna zabawa? Ilu dodatkowych ludzi trzeba przy tym zatrudnić, aby sprostać ministerialnym zachciankom? Dlaczego pieniądze, które mają trafić do poszkodowanych, przekazywane z dobrego serca, muszą być przeznaczane na biurokrację? Nie ma żadnej informacji na temat ilości pieniędzy jakie pozyskano na rzecz powodzian od ludzi dobrego serca. Dlaczego Ob. J. Rostowski ukrywa tę informację? Ciekaw jestem, ile pieniędzy z charytatywnych sms-ów zżarła biurokratyczna machina?

Policzmy teraz to tak z grubsza. Załóżmy, że tych złotówek wpłynęło około 1 000 000 (jeden milion) netto. Podatek VAT, który od takiej usługi wynosi 22 %, to jest to dodatkowa suma 220 000 zł. Ob. D. Tusk obiecywał każdemu poszkodowanemu podczas powodzi 6 000 zł. Jeżeli podzielimy 220 000 zł przez 6 000, to otrzymujemy 36,67 rządowych pomocy. Z publicznie zebranych pieniędzy! Od każdego miliona zł netto! Dlatego, moim zdaniem, jest to fałszywa pomoc. A już jakiś czas temu, minister od finansów obiecał, że charytatywne sms-y będą zwolnione od obciążeń podatkowych. Widać wyraźnie, że nie ma woli politycznej aby to wykonać. Udawanie dobrego wujaszka jest jednak ważniejsze niż niesienie faktycznej pomocy poszkodowanym. A jeżeli tych zebranych złotówek jest kilka milionów, to podatek od tego przekroczy też milion zł, a fałszywą pomoc rządową może otrzymać już setki poszkodowanych…

Tak jak do działania ministra od finansów, mam również i zastrzeżenia do fundacji spieszących z pomocą poszkodowanym z publicznie zbieranych pieniędzy. Szczególnie takich, które działają w ramach prowadzonej działalności gospodarczej. Przede wszystkim obrzydliwe jest, według mnie, powoływanie fundacji przez firmy medialne działające jako: telewizja, radio, prasa i w internecie. Firmy takie wykorzystują swoją uprzywilejowaną pozycję reklamową wynikającą z pozycji na rynku. Można sobie sprawdzić na stronach takich fundacji, ile pieniędzy poszło na lokale i opłacenie swoich pracowników. To jest dla mnie właśnie szczególnie obrzydliwe. Zwracam uwagę na to, bo jest to dowód na to, jak źle tworzone jest u nas prawo. Trzeba będzie temu tematowi poświęcić więcej uwagi. Gdyż jest to bardzo poważny temat.

Chciałbym zwrócić uwagę również na Obronę Cywilną Kraju. Na oficjalnej stronie tej instytucji: http://www.ock.gov.pl/ stoi napisane:

ZADANIA OBRONY CYWILNEJ

Zgodnie z art. 137 ustawy z dnia z dnia 21 listopada 1967 r. o powszechnym obowiązku obrony Rzeczypospolitej Polskiej (tekst jednolity, Dz.U. 2004, Nr 241, poz. 2416 z późn. zm.) obrona cywilna ma na celu:

  • ochronę ludności, zakładów pracy i urządzeń użyteczności publicznej, dóbr kultury;

  • ratowanie i udzielanie pomocy poszkodowanym w czasie wojny;

  • współdziałanie w zwalczaniu klęsk żywiołowych i zagrożeń środowiska oraz usuwaniu ich skutków.

Natomiast w ostatnim akapicie na jego początku zapisano:

Z powyższych względów, rozpoczęto prace nad projektem ustawy o ochronie ludności i obronie cywilnej, która uporządkuje kompetencje i zadania wszystkich organów administracji publicznej, instytucji publicznych, organizacji społecznych oraz innych podmiotów zobowiązanych do realizacji zadań z zakresu ochrony ludności.

Tyle jest napisane na ten temat. A jak jest w rzeczywistości? Codzienne oglądanie relacji w telewizji i słuchanie relacji w radio z terenów powodziowych dowodzi, że coś takiego jak Obrona Cywilna Kraju nie istnieje

Jeszcze jeden aspekt tegorocznych powodzi. Wojsko. Proszę zajrzeć do Konstytucji III RP lub PRL Bis. Tam nie ma ani jednego rozdziału poświęconego tej instytucji. Tylko w art. 85. 2. napisano: Zakres obowiązku służby wojskowej określa ustawa. Proszę zajrzeć w internecie na stronę Wojsko Polskie. Nie ma tam ustawy, na podstawie której działa ta instytucja! Jako emerytowany wojskowy, który coś na temat wojska wie więcej niż przeciętny obywatel, chciałem tam dowiedzieć się o wojskach chemicznych. Po wpisaniu w wyszukiwarkę wojska chemiczne odnaleziono 2540 artykułów. Dział to tak jak całe wojsk, czyli nijak. Na stronie głównej jest tekst ze zdjęciem autorstwa ppłk Tomasza Szulejko pod tytułem: Szkolenie pododdziałów 4 Brodnickiego Pułku Chemicznego. Szkolenie odbywa się od 31 maja i kończy się dzisiaj. W tekście czytamy: Zajęcia obejmowały: umiejętność rozpoznania dróg marszu oraz infrastruktury lotniska, odkażanie dróg i pasa startowego, a także prowadzenie całkowitej likwidacji skażeń ludzi oraz sprzętu ciężkiego. Czyż nie jest to dziwne? Są pieniądze na poligonowe ćwiczenia a nie ma pieniędzy na usuwanie skutków powodzi. Przecież tam są tereny gdzie występuje stan zagrożenia epidemiologicznego. Tymczasem wojsko ćwiczy sobie na poligonie miast sprawdzić się w rzeczywistym działaniu przy usuwaniu stanu zagrożenia epidemiologicznego. Mnie to specjalnie nie dziwi. Nie przypadkiem ministrem od obrony narodowej został lekarz psychiatra. Tylko kogo tu trzeba leczyć? Po co nam jakieś wojsko, skoro w stanie zagrożenia ćwiczy sobie ono na poligonie?

Na koniec jeszcze tylko dwa pytania. Dlaczego, po tylu powodziach, które wystąpiły w Polsce po dziś dzień nie ma oficjalnych map terenów zalewowych w internecie? Dlaczego informacje na ten temat są pilnie strzeżoną tajemnicą państwową?

Dodaj komentarz