R.7. Bez rodowodu… 10. Trzecia refleksja.

Rodzinne domy dziecka, moim zdaniem, nie powinny być prowadzone przez osoby pochodzące z rozbitych małżeństw lub osoby samotne. Dlatego wielkim, a nawet ogromnym nieporozumieniem jest powoływanie do życia wioski sierocej w Biłgoraju (Zob. A. Tokarski. Wioska biłgorajska – oczekiwanym domem. „Problemy Opiekuńczo – Wychowawcze” 1980, nr 6). Ta wioska jest przecież dla nas Polaków nowością opiekuńczą, niezgodną z naszymi tradycjami i kulturą. Wiadomo, że nowości są drogie, niekiedy bardzo drogie i nie od dziś o tym wiadomo, i nie ja to odkryłem.

Należy tu w kilku słowach powiedzieć o zasadach Towarzystwa SOS Kinderdorf. Oparte one są na czterech punktach: samotna matka, osobny dom, nierozłączanie rodzeństwa i domy zgromadzone w „wiosce”. Miało to być realizowane w połowie 1981 r. SOS Kinderdorf International jako pomoc dla zrealizowania tej „wioski” wyasygnowano 1 mln dolarów. W tym miejscu chciałbym zadać jedno pytanie. Co jest ważne, dzieci czy pieniądze? Ktoś w swojej dobroci, bardzo źle pojętej, troszeczkę przeholował. Mamy przecież nasze polskie metody o wiele starsze i bardziej wypróbowane. Wspomniałem wcześniej już o nich, chodzi oczywiście o K. Jeżewskiego. Czy zanim podjęto decyzję budowania tej wioski ktoś pamiętał o tym? Czy naprawdę chodziło o dobro tych „bez rodowodu”? Jest to dla mnie typowy przykład bezmyślności, niekompetencji i indolencji wobec sierot. Czy nie jest tego dowodem to, że wioskę wybudowano, a nie ma sierot? Czy nie zakrawa to na kpiny? Po cóż więc historia i papier, który przechowuje myśli i osiągnięcia ludzkie?

Nikt nie jest odpowiedzialny, bo o dzieci niczyje, „bez rodowodu”, nie ma kto się upomnieć. Eksperyment wychowawczy w postaci biłgorajskiej wioski mimo protestów wcielany jest w życie nadal. Przecież dopiero po kilku latach będzie możliwe pełne i wszechstronne ocenienie tej wychowawczej nowości. Moim zdaniem, posiadającej błąd już w założeniu. Błąd ten polega na tym, że jest to właśnie wioska sieroca. To tak samo jakby kobiety i mężczyźni nie mogli mieszkać razem. Gdyby jednak spotkali się i z tego związku urodziło by się dziecko, to powinno ono wylądować w takiej wiosce, bo kobieta i mężczyzna też mieszkaliby w takich wioskach. Jak ma się to do życia w normalnej polskiej rodzinie? Jak ma się to do Historii rodziny? Narodu naszego? Naszej tradycji? Jacy będą ludzie wychowywani w takich złudnych enklawach luksusu?

Wioski można, nawet trzeba budować, ale w celach rekreacyjnych. W takich wioskach dzieci i młodzież powinna mieć możliwość wzajemnego poznania się i niwelowania niedostatków i niewłaściwości życia we własnych rodzinach. Takie wioski jako krainy bajki, baśni i dziecięcych marzeń przede wszystkim należy budować. Przez takie wioski dzieci i młodzież nasza przechodząc powinna napawać się optymizmem, wiarą w lepszą przyszłość, patriotyzmem i umiłowaniem ojczyzny. Na takie wioski nie powinno brakować środków finansowych, bo jak uważał J. Korczak (Wiosna i dziecko. Higiena i wychowanie. Zbiór odczytów, Warszawa 1927, s. 21) „dzieciom należy się trzecia część wszystkich bogactw ziemi – i to prawnie, a nie z łaski”. Potrzebne tu są tylko odpowiednie decyzje, a dzieci i młodzież porwane ideą i chęcią zrobienia coś dla siebie i przyszłych swoich rówieśników zrobią resztę. Wioski takie powinny być budowane w miejscach, gdzie szczególnie widoczna jest historia naszego państwa łącząca wszystkich małych i dużych Polaków. Polskości tej ziemi nie powinno uczyć się tylko z podręczników i w oparciu o najnowsze dzieje pełnych wahań, zakrętów, braku stałości i ciągłości. Historia naszego państwa liczy ponad tysiąc lat i nie mamy powodów ku temu, aby wstydzić się naszej historii i niepowodzeń naszych przodków.

Wioski takie potrzebne są również i po to, aby niemal każdy młody obywatel naszego kraju wkraczając w to dorosłe życie posiadał sumę doświadczeń życiowych zdobytych nie tylko w domu i aby przez następne dziesiątki lat nie trzeba było iść z zaciśniętymi zębami i pięściami. Wioski takie, które wzorem K. Jeżewskiego nazwałbym „Wioskami Kościuszkowskimi” powinny powstać u nas jak najszybciej, abyśmy nie musieli wkraczać w nowy XXI wiek nie tylko z nierozwiązanymi problemami mieszkaniowymi, ale i z sochą czy motyką w dziedzinie wychowania. Ten ugór nie tylko wymaga nowoczesnego sprzętu, ale przede wszystkim nowoczesnych, mądrych, dobrze przemyślanych i szybkich decyzji, patrzących jednak w troszeczkę dalszą i szerszą perspektywę. 2000 rok jest już niemal na wyciągniętą rękę. Cóż my, wówczas być może ojcowie lub dziadkowie powiemy swoim dzieciom czy wnukom? Że zabrakło sił? Chęci? Wiary? Że był kryzys?

ATP Felieton Natura Rodzina Życie

Dodaj komentarz